niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 6.

   Oddalałam się od domu Maxa, gdy usłyszałam za sobą krzyki.Kurwa, biegnie za mną.Zaczęłam uciekać.Czemu biegnę tak wolno.No tak, nie jestem już inna.Max był już bardzo blisko mnie.Nagle odwróciłam się i krzyknęłam mu prosto w twarz.
-Idioto, odczep się ode mnie!Nienawidzę cię!
   Pobiegłam dalej.Już za mną nie biegł.Zatrzymałam się przy lesie.Może jeśli znajdę wejście do Gniazda i wszystko wyjaśnię to będzie dobrze.Weszłam do lasu i poszłam na wprost.Nie wiedziałam, którędy iść.Czułam się jakby ktoś prowadził mnie za rękę.Gdy tak myślałam coś przewróciło mnie na ziemię.Wilkołak.
Wielki potwór zdawał się śmiać ze mnie jakby wiedział, że jestem  śmiertelniczką.W ostatniej chwili zdążyłam zrobić unik.Jedyne o czym myślałam to ucieczka.Strach to niefajne uczucie.Uciekając zobaczyłam w oddali małe światło.Brama do Gniazda!
Tak jak w bramie pojawił się we mnie promyk nadziei.Ale ja nie przejdę przez bramę...Zatrzymałam się przed wejściem.Potwór tylko na to czekał.Zatrzymał się przede mną i z triumfem popatrzał w oczy.Straciłam równowagę i...znalazłam się na terenie Gniazda.Wilkołak popatrzał na mnie zdziwiony potem w górę i uciekł.Wtedy ja popatrzałam w górę i zobaczyłam kogoś kogo nie chciałam widzieć.
-Mary?Co ty tu robisz?
-A ty?Przeszłaś przez bramę!Jak to zrobiłaś!?
-Sama nie wiem.Więc, teraz zamierzasz powiadomić starszych?
-Nie teraz chcę ci pomóć
-Słucham?!
-Chcę ci pomóc odzyskać zdolności i przyjaciół.
-Najpierw byłaś powodem mojej śmierci, a teraz chcesz przywrócić mi życie?
-Nie wiedziałam, że to dla ciebie takie ważne.
-Teraz już wiesz.
-Dobra, choć, bo nas ktoś może zobaczyć.
   Zabrała mnie do lochów.Nagle zobaczyłam drzwi.Wielkie, pozłacane wrota.
Mary otworzyła je jakimś zaklęciem i znalazłyśmy się w jakiejś małej sali.Pachniało to zdechłymi zwierzętami.Na półkach rozłożone były stare książki i eliksiry.Obok martwe ciała jakiś gryzoni.Popatrzyłam na Mary, a ona zaśmiała się i powiedziała:
-No co?Też lubię łamać zasady.
-A gdzie są Rose i Robert?
-Są bezpieczni.Teraz musimy popracować nad twoją mocą.
-Raczej jej brakiem.
-Usiądź sobie wygodnie, a ja przygotuję rekwizyty do rytuału.
   Usiadłam, a ona podeszła z jakąś starą księga i zaczęła mówić coś po łacinie.W jej oczach zobaczyłam obrazki z mojego życia.Nagle jej oczy zrobiły się czarne i zaczęła się z nich wylewać biała ciecz.Mary upuściła książkę i zaczęła spadać na podłogę.Złapałam ją.
-Co się stało?Co widziałaś?
-Nic nadzwyczajnego.
-To co się działo z twoimi oczami?
-Oh, to nic.Teraz musisz popracować nad swoją mocą.
-A co ze starszymi i co ze mną jest nie tak?
-Nie martw się, jest dobrze.
   Uwierzyłam w te słowa nie wiedząc, że są one kłamstwem.


czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 5.

  Zapukałam w drzwi i...Po jakiś 15 minutach poddałam się i postanowiłam przejść się po ulicy.Nigdy nie dostrzegałam piękna i mroku w ciemnych ulicach.Wydawały mi się zwyczajne.Pewnie dlatego, że z mocami nie mogłam się niczego bać.
Postanowiłam się zdrzemnąć obok drzewa.Gdy już spałam nagle pojawiły się obrazy.Samotne drzewo na pustyni i cień na piasku.Gdzie był właściciel cienia?Obudziłam się zalana potem.
-To tylko normalny sen.-Powiedziałam sama do siebie.
   Nie wiem ile minęło czasu, ale Max musi być o tej godzinie w domu.Pobiegłam i zapukałam.
   Otworzył mi.Spytał jeszcze we śnie co tu robię.No, cóż straciłam moje magiczne moce i wampiry, wilkołaki i demony chcą mnie zabić.To sobie pomyślałam, ale wymyśliłam coś na poczekaniu.
-Nie mam gdzie przenocować.Jesteś moją ostatnią ostatnią szansą.Mogę u ciebie zostać?
-Co się stało?
-Wolę wejść niż stać przed domem.
   Wpuścił mnie do środka i pierwszy raz miałam okazję podziwiać wnętrze domu z perspektywy ludzkiej.Dziwne uczucie...Nie musiałam czekać długo na pytania Maxa.
-Więc powiesz mi co ci się stało?
-Eeee, wolę najpierw odpocząć.Masz może jakąś kanapę lub łóżko?
-Kanapa jest twarda więc możesz spać ze mną.
-Co?
-Mam duże łóżko.Zmieścimy się.
-Chyba wolę kanapę.
-Chcę być po prostu miły.Zrozum to.
-Ok, to pokaż mi to łóżko.
   Poprowadził mnie do sypialni.Miał rację.Łóżko mogłoby pomieścić ok.4 osoby.Ułożyłam się wygodnie i przykryłam kołdrą.Max zgasił światło i po chwili był obok mnie.Już po chwili spałam.
Obudziłam się w objęciach Maxa.Wyplątałam się z nich i spojrzałam ze zdziwieniem na niego.
-Coś się stało?
-Czemu mnie przytulałeś?
-Nie chciałem, żeby było ci zimno.
-Co kurwa?Miałam na sobie kołdrę, było mi ciepło.
-Ok, sorry.
   I znowu po chwili spałam i znowu śnił mi się dziwny sen.Czy ludzie zawsze tak mają?!
Około czwartej nad ranem obudziłam się nie otwierając oczu i poczułam na swoich ustach inne usta.
-Co jest kurwa?!
-Ojej, nie śpisz?
-Co ty robiłeś do cholery?!
-Po prostu bardzo cię lubię.
-I postanowiłeś to udowodnić całując mnie!Wracam do Gniazda!
-Do jakiego Gniazda?Alex!
   Nie słuchałam już go.Wybiegłam na pustą ulice.Znowu sama.







++++++
Sorry,że mnie tak długo nie było:-P.
I sorry, że nie możecie dodawać komentów z anonima, ale mam tego przycisku....
Miłego dnia!<3

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 4.

   Obudziłam się i jak zwykle poszłam na zajęcia.I jak zwykle nudyyyyy.Po szkole wróciłam do pokoju i...Cóż, to nie będzie dobry dzień.Ktoś-prawdopodobnie Rose lub Rob-zabrał mi moje eliksiry.W regulaminie szkoły pisze, że nie wolno przyrządzać własnych mieszanin, bo "może to spowodować uszczerbek na zdrowiu i lalala chuj ci w dupę". Żeby odreagować musiałam wyjść poza  Gniazdo.Biegłam prawie 100km/h gdy nagle coś zagrodziło mi drogę.Podniosłam głowę i zgadnijcie kogo zobaczyłam?Ta wredna suka Mary jak zawsze była pierwsza na miejscu zdarzenia.
-Co tu robisz?
-Raczej co ty tu robisz?Nie wolno ci przebywać poza Gniazdem.
-Już miałam wracać.
-I przynieść składniki na mikstury?
-Powiesz komuś to cię rozszarpię!
-Oprócz rady starszych nikt o tym nie wie.
-Dziwka!
   Rzuciłam się na nią mając nadzieję, że chociaż ją delikatnie uszkodzę.Jednak młoda strażniczka nie może się równać z opiekunką, która ma powyżej 150 lat.Gdy już leżałam na ziemi nadeszła pomoc.Rose i Robert zaczęli walczyć z Mary.Jednak i to nic nie dało.Szybko nadeszli starsi.Zdążyliśmy zabić około sześciu wrogów.Ale nagle zobaczyłam ciemność.Znowu miałam wizje.Urywki z mojego życia, dzieciństwa.
   Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu.Dość szybko domyśliłam się o co chodzi.Sala sądowa!Byłam zbyt zmęczona by ogarnąć o czym mówią.Usłyszałam tylko wyrok:"Jedna ze strażniczek...sporządzanie mikstur...wiele morderstw...odebranie magicznych zdolności i mocy!".
   Następnie zostałam zaciągnięta do jakiegoś ciemnego pokoju.Na półkach były świece i stare książki.Podano mi substancje usypiającą i znowu zawładnął mrok.
   Tym razem nie było wizji i snów.Obudziłam się i zobaczyłam nad sobą drzewa.Jestem w lesie koło miasta.I co ja mam teraz zrobić.Straciłam moc, dom, przyjaciół.Nawet nie wiem co zrobili z Rose i Robertem.Był już wieczór, więc musiałam znaleźć  jakieś tymczasowe mieszkanie.Wypadło na domek na drzewie jakiś bachorów.Około 22.00 kiedy już zasypiałam nadeszło olśnienie.Max!Tylko on może mi pomóc.Wstałam szybko i pobiegłam w stronę miasta.

sobota, 24 maja 2014

Rozdział 3.

   Dzisiaj nie obudziłam się według własnej woli tylko zostałam obudzona.A dokładniej zrzucona z łóżka przez Rose.Zdążyłąm tylko strzelić jej w pysk.Teraz muszę zadowolić się rozmowami z Robertem.Siedzieliśmy razem na lekcji magii i czarodziejstwa.Tak, dobry strażnik musi umieć parę zaklęć, klątw lub rytuałów.Dzisiaj przychodzą do Gniazda starsi czyli wampiry i wilkołaki z demonami na czele.Nigdy nie wiadomo co może się stać.Za złe sprawowanie można wylecieć z Gniazda i stracić moce.Tylko rada starszych może sprawić by nieśmiertelni mogli stać się ludźmi.Pszyszedł do nas wilkołak.Niestety.Cały czas miałam ochotę się na niego rzucić.Gdyby nie ściskanie prezentu na imieniny od Maxa-satynowej chusteczki z inicjałami-to wiele osób zostałoby świadkami krwawej rzeźni.Max...Teraz na pewno nie mogę mu powiedzieć o mojej "niezwykłości". Teoretycznie zakpił sobie z mojego świata. A gdyby się dowiedział to musiałby stać się taki jak ja.Z rozmyślań oderwał mnie Robert uderzając łokciem.
-Kurwa,idioto!Uważaj jak chodzisz.
-Sorry, nie chciałem.
-Gówno mnie obchodzi twoje "sorry"!Wypierdalaj!
   Obraziłam już drugą osobę w ciągu dnia.Co się ze mną dzieje?Dawno nie zabiłam nikogo. To dość uzależniające.Więc jak to zwykle robię, po lekcjach udałam się poza granice gniazda.Tym razem pragnęłam krwi samego krwiopijcy.Wampiry w świetle dnia można spotkać w jaskiniach lub lasach.Udało mi się go znaleść.A właściwie on znalazł mnie.Zaszedł od tyłu i rzucił na pobliski głaz. Zanim zdążyłam go unieruchomić miałam już sporo ran.W morderczym uścisku zdążyłam wspiąć się na plecy potwora i pociągnąć za głowę.Poleciałam do tyłu wraz z nią!
    Gdy wracałam do Gniazda było już ciemno więc nikt nie zauważył blizn.Teraz chciałam się zająć moją miksturą.Krew z głowy tego wampira i kawałek skóry wampira świetnie się do tego nadawał.Mikstura miała działanie siły.Jeśli ktoś ją wypił to stawał się super silny.Nagle zobaczyłam nad sobą Mary.
-Ej!
-Co?
-Co się dzieje?Czemu nie odpowiadasz na moje pytanie?
-Jakie pytanie?
-No właśnie...Pytałam czy mogę pożyczyć od ciebie to.
   Wskazała na małą szklaną buteleczkę, w której była mikstura śmierci.
-Przykro mi, ale nie mogę ci tego pożyczyć.Tam jest coś ważnego dla mnie.
-Okej, sprawdzę czy alchemik ma coś na składzie.
   Kiedy sobie poszła zaczęłam robić porządki.Muszę być ostrożna, bo ktoś może się dowiedzieć za wiele.

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 2.

   Kolejny jebany dzień szkoły.Całkiem nieźle mi szło mimo zapowiadanego ciężkiego dnia przez Mary.Nawet jej dzisiaj nie widziałam.Uczyliśmy się dzisiaj jak opiekować się małym smokiem.Są różne gatunki smoków takie jak:Cienia, Ognia, Wody i Powietrza.





  
   W gazecie pisało o śmierci czterech nastolatków przy lesie.Dzisiaj w nocy wizje wróciły.Sen był powtórką z tego zabójstwa tak jakbym oglądała to innymi oczyma.Po 14.00 postanowiłam iść nad pobliskie jezioro i pomyśleć.O tej porze roku jest tam dużo syren i chciałam je zobaczyć.Los jednak postanowił inaczej.Kiedy siedziałam nad brzegiem po drugiej stronie zobaczyłam wilkołaka.Było parę dni po pełni, więc był osłabiony.Ale wystarczająco silny by bronić swojego terenu.Znalazł się przy mnie w mgnieniu oka i wyrzucił w powietrze tak, że zaczepiłam o gałęzie.Potwór zaczął podchodzić.W tym czasie wybiłam nogę i zrzuciłam go z drzewa.Wyjęłam nóż i podeszłam do wilka.Zanim go zabiłam trwała między nami długa walka.W końcu przecięłam jego gardło tak, że głowa wpadła do wody.Miałam jeszcze trochę czasu więc poszłam do Maxa.
-Co u ciebie?
-Dobrze, choć jestem trochę zmęcznona.
-Teraz w szkole czytamy lekturę fantasy.Ciągle tylko czarownice lub krasnoludy.Kto by w to gówno uwierzył?
Za śmiałam się nerwowo i pożegnałam.
   Do około północy grałam na konsoli z Robertem.Znowu przegrałam :-(.Kiedy wiedziałam, że wszyscy już śpią udałam się poza Gniazdo.Postanowiłam, że pójdę w góry.Tam jest najwięcej zwierząt.Cóż, myślę, że sokół na śniadanie będzie mi smakował.



++++++
Mam nadzieje, że wam się podobało. Dzięki za 70 wejść.Następny rozdział umieszczę w sobotę, gdyż mam trzy-dniowy wyjazd ;-P.?Trzymajcie się!<3