Oddalałam się od domu Maxa, gdy usłyszałam za sobą krzyki.Kurwa, biegnie za mną.Zaczęłam uciekać.Czemu biegnę tak wolno.No tak, nie jestem już inna.Max był już bardzo blisko mnie.Nagle odwróciłam się i krzyknęłam mu prosto w twarz.
-Idioto, odczep się ode mnie!Nienawidzę cię!
Pobiegłam dalej.Już za mną nie biegł.Zatrzymałam się przy lesie.Może jeśli znajdę wejście do Gniazda i wszystko wyjaśnię to będzie dobrze.Weszłam do lasu i poszłam na wprost.Nie wiedziałam, którędy iść.Czułam się jakby ktoś prowadził mnie za rękę.Gdy tak myślałam coś przewróciło mnie na ziemię.Wilkołak.
Wielki potwór zdawał się śmiać ze mnie jakby wiedział, że jestem śmiertelniczką.W ostatniej chwili zdążyłam zrobić unik.Jedyne o czym myślałam to ucieczka.Strach to niefajne uczucie.Uciekając zobaczyłam w oddali małe światło.Brama do Gniazda!
Tak jak w bramie pojawił się we mnie promyk nadziei.Ale ja nie przejdę przez bramę...Zatrzymałam się przed wejściem.Potwór tylko na to czekał.Zatrzymał się przede mną i z triumfem popatrzał w oczy.Straciłam równowagę i...znalazłam się na terenie Gniazda.Wilkołak popatrzał na mnie zdziwiony potem w górę i uciekł.Wtedy ja popatrzałam w górę i zobaczyłam kogoś kogo nie chciałam widzieć.
-Mary?Co ty tu robisz?
-A ty?Przeszłaś przez bramę!Jak to zrobiłaś!?
-Sama nie wiem.Więc, teraz zamierzasz powiadomić starszych?
-Nie teraz chcę ci pomóć
-Słucham?!
-Chcę ci pomóc odzyskać zdolności i przyjaciół.
-Najpierw byłaś powodem mojej śmierci, a teraz chcesz przywrócić mi życie?
-Nie wiedziałam, że to dla ciebie takie ważne.
-Teraz już wiesz.
-Dobra, choć, bo nas ktoś może zobaczyć.
Zabrała mnie do lochów.Nagle zobaczyłam drzwi.Wielkie, pozłacane wrota.
Mary otworzyła je jakimś zaklęciem i znalazłyśmy się w jakiejś małej sali.Pachniało to zdechłymi zwierzętami.Na półkach rozłożone były stare książki i eliksiry.Obok martwe ciała jakiś gryzoni.Popatrzyłam na Mary, a ona zaśmiała się i powiedziała:
-No co?Też lubię łamać zasady.
-A gdzie są Rose i Robert?
-Są bezpieczni.Teraz musimy popracować nad twoją mocą.
-Raczej jej brakiem.
-Usiądź sobie wygodnie, a ja przygotuję rekwizyty do rytuału.
Usiadłam, a ona podeszła z jakąś starą księga i zaczęła mówić coś po łacinie.W jej oczach zobaczyłam obrazki z mojego życia.Nagle jej oczy zrobiły się czarne i zaczęła się z nich wylewać biała ciecz.Mary upuściła książkę i zaczęła spadać na podłogę.Złapałam ją.
-Co się stało?Co widziałaś?
-Nic nadzwyczajnego.
-To co się działo z twoimi oczami?
-Oh, to nic.Teraz musisz popracować nad swoją mocą.
-A co ze starszymi i co ze mną jest nie tak?
-Nie martw się, jest dobrze.
Uwierzyłam w te słowa nie wiedząc, że są one kłamstwem.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz